Nogi, które przebiegły blisko 56 kilometrów. Ponad 10 godzin na szlaku. Stopy, które przestały być suche już na samym początku, zanim z asfaltowej drogi wbiegliśmy na łąki a później w las. I ten stan powtarzał się wielokrotnie. Czasem woda omywała zimną falą tylko palce. Czasem było całkowite zanurzenie i chlupotało jeszcze długo wyciskając się na zewnątrz. Czasem był tylko uślizg po powierzchni. Czasem po kostki tonąłem w błocku o konsystencji płynnego gipsu. Bo bieg po mokrym szlaku skończył się szybko. Po 3h było już bieganie po lepkiej mazi a'la nutella. Później były ślizgi po maśle, aż pod koniec zbiegu zaczęło się brodzenie w płynnym gipsie. Stopy wyszły z tego bez szwanku a buty lekko zbrudły jak na obrazku. To wszystko jednak nie znaczy nic w porównaniu z radością biegu i nawracającą euforią pokonania takiego dystansu. Kolejny raz mogę więcej...
Szukaj na tym blogu
Piszę tego bloga od czerwca 2014, od dnia, gdy leżąc chory w łóżku wymyśliłem sobie, że przebiegnę maraton. Piszę tego bloga codziennie, bo każdego dnia spotykamy na swoich ścieżkach, nie tylko biegowych, myśli i sytuacje, które warte są zapamiętania. Piszę tego bloga dla siebie, dla każdego przekonanego i wszystkich nieprzekonanych, że można... Bo można drążyć skałę naszego lenistwa i śmiało iść do przodu w miejsca, o których baliśmy się nawet marzyć...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje


Komentarze
Prześlij komentarz