Stało się. Pokonałem sam siebie i wiele moich słabości i przebiegłem Nocny Maraton RZEŹNIKA. Startując o północy z Cisnej potrzebowałem 6h, aby stawić się w Polańczyku. Dokładnie o 6:05 wbiegłem na metę pod hotelem Skalny, odbierając medal. Radosną nowinę rozgłaszałem już wcześniej, czując że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Ostatnie kilometry, choć znojne i wyczerpujące, niosły mnie na skrzydłach, a z ust sam wyrywał się hymn pochwalny (..) kiedy ranne wstają zorze, Tobie ziemia, Tobie morze...
Szukaj na tym blogu
Piszę tego bloga od czerwca 2014, od dnia, gdy leżąc chory w łóżku wymyśliłem sobie, że przebiegnę maraton. Piszę tego bloga codziennie, bo każdego dnia spotykamy na swoich ścieżkach, nie tylko biegowych, myśli i sytuacje, które warte są zapamiętania. Piszę tego bloga dla siebie, dla każdego przekonanego i wszystkich nieprzekonanych, że można... Bo można drążyć skałę naszego lenistwa i śmiało iść do przodu w miejsca, o których baliśmy się nawet marzyć...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje

Komentarze
Prześlij komentarz