Wspomnienia Kresowe/cz.5 opracował Michał Maziakowski

Był początek lipca 1944, gdy po przejściu frontu, Sowieci dość szybko zaczęli wprowadzać swoje porządki, instalując swoje władze od najniższego szczebla. Od początku zaczęli poszukiwać swoich sojuszników, Ukraińców, którzy współpracowali z nimi w okresie od września 1939 do czerwca 1941 roku. Współpraca ich w tym okresie często polegała na organizowaniu mityngów propagandowych, rozprowadzaniu ulotek i dostarczaniu poufnych informacji dla NKWD. Po wkroczeniu Niemców latem 1941 roku, w krótkim czasie Ukraińcy współpracujący z Sowietami zostali wymordowani przez swoich ziomków, zaś w lipcu 1944 przyszedł czas  na poszukiwanie byłych współpracowników i prowadzenie szczegółowego dochodzenia na temat ich losów. Wtedy też Sowieci uzyskali wiedzę, że tato Antoni dobrze znał jednego z owych zamordowanych współpracowników, niejakiego Muzyczkę i zaczęli go nękać. Ojciec tłumaczył się jak mógł i jak umiał, że nie wie, kto zabił owego Muzyczkę, ale i tak był kilkakrotnie wzywany na groźne przesłuchania w tej sprawie, był bity i grożono mu utratą życia. W końcu represje ustały i przestał być wzywany na przesłuchania.
Ale groźba utraty życia bynajmniej nie minęła, gdyż wciąż zdarzały się pojedyncze mordy na Polakach ze strony Ukraińców. W tej sytuacji ojciec  zdecydował się opuścić dom rodzinny w Buszczu, by szukać schronienia w Brzeżanach. Przygotował, zapewne poprzez znajomych, miejsce zamieszkania i zatrudnienia, szczegółów jednak nie znamy, a sam wyjazd do Brzeżan nastąpił najpewniej we wrześniu’44. Zaraz po przyjeździe i ulokowaniu się w wynajętym mieszkaniu, przyszedł czas załatwiania niezbędnych meldunków, które dla władzy sowieckiej były bardzo ważne, gdyż umożliwiały kontrolę nad każdym obywatelem. Po kilku dniach ojciec zgłosił się do pracy w zakładzie opałowym, którym kierował sowiecki Lejtnant, jak się później okazało, dobry człowiek.

Praca we wspomnianym zakładzie przebiegała bez większych problemów, jednak rozłąka z domem i tęsknota za rodziną nie dawały ojcu spokoju. Pod koniec października, jeden z jego znajomych, sąsiad z Buszcza postanowił pojechać do domu, aby odwiedzić swoją rodzinę i zebrać z pola proso i grykę. Tato długo się zastanawiał, w końcu zdecydowanie odmówił, tłumacząc sąsiadowi: Po co Tobie te zbiory, jeżeli są na polu, to zbierze je rodzina. On jednak postanowił pojechać do Buszcza sam, ale niestety już nie wrócił do pracy w Brzeżanach. Został zamordowany przez ukraińskie bandy w drodze przez las.

Komentarze

Popularne posty